piątek, 12 lutego 2016

{09} Rozdział 9

Na wstępie pragnę przeprosić za dużą nieobecność tutaj, ale nie spodziewałam się, że ktoś to jeszcze czyta. Jestem mile zaskoczona i aż z chęcią chce mi się pisać kolejne rozdziały chociaż rozpoczęłam swoją własną przygodę z Wattpadem, gdzie serdecznie was zapraszam może wam się spodoba ;) I dziękuje za każdy komentarz to wiele daje pozytywnych emocji ;* https://www.wattpad.com/story/60639808-new-americana-nh

Patrząc z bardzo dużymi wątpliwościami na Luke'a, próbowałam ogarnąć co się tutaj działo.
- To naprawdę nic takiego - zapewnił szybko chłopak, próbując zakryć swoim ciałem przejście do salonu.
- Lucasie Robercie Hemmingsie radzę ci sunąć to swojego cholernie grube dupsko i przepuścić mnie tam - warcząc na kuzyna, nie patrząc na dużą różnicę wzrostu między nami, przepchnęłam się do salonu, pozostawiając oniemiałego Luke'a i Niall'a w przedpokoju. Rozglądając się uważnie dookoła, zobaczyłam jedynie Louise śpiącą na kanapie oraz Zayna, który obejmując Theo w pasie, spał razem z małym na podłodze - I oto tyle krzyku? - zapytałam zirytowana, pokazując ręką obraz dookoła.
- Nie - powiedział nerwowo blondyn, drapiąc się nerwowo po karku - Bo jakoś tak wyszło, że Zayn dowiedział się prawdy - kończąc swoje zdanie, bardzo cicho Australijczyk uciekł po schodach na góry, pozostawiając chaos w moich myślach.
- Co on miał na myśli? - zapytał cicho Horan, podchodząc do mnie i kładąc swoją ciepłą dłoń na moim ramieniu.
- Słucham? - potrząsając powoli głową, z zamazanym widzeniem, spojrzałam blondynowi w oczy, próbując pozbyć się mętliku, który zapanował w mojej głowie, oraz głośno wyjącego alarmu *Co teraz będzie*.
- O czym mówił Hemmo - powtórzył cierpliwie niebieskooki, na co ja nerwowo przygryzłam wargę, zastanawiając się co mu odpowiedzieć.
- Nie tutaj - powiedziałam cicho, po czym opuszczając głowę do dołu, wyszłam z salonu i skierowałam się do kuchni, słysząc głośne, męskie kroki za sobą, skuliłam się delikatnie i pocierając dłońmi o ramiona weszłam do kuchni, gdzie od razu siadłam na krześle i położyłam głowę na stole. Czując jednak ciepłe, silne ramiona, oplatające mnie w uścisku poczułam się chociaż trochę lepiej - Pamiętasz historię o ojcu Theo - powiedziałam cicho, zamykając na moment oczy, aby już po chwili je otworzyć i prostując się spojrzeć na blondyna, który niechętnie mnie puścił i usiadł naprzeciwko mnie.
- pamiętam - zmarszczył delikatnie brwi w niezrozumieniu.
- Tym chłopakiem jest Zayn - powiedziałam cicho, a łzy popłynęły z moich oczu.
- Co? - niedowierzając mi chłopak, podniósł się ze swojego miejsca i ciągnąc za końcówki swoich włosów zaczął chodzić po pomieszczeniu.
- Ojcem Theo jest Zayn - powiedziałam, opuszczając głowę do dołu.
- A ja tego faceta miałem za egoistycznego dupka - powiedział załamany Irlandczyk siadając ponownie na krześle - A jest dla mnie jak brat.
- Przepraszam Niall - powiedziałam skruszona - Chciałam ci powiedzieć prawdę jak się dowiedziałam, że się znacie, ale nie potrafiłam - czując kolejną porcję łez, otarłam szybko oczy dłonią.
- To ja przepraszam - powiedział chłopak, po czym wstając ponownie z miejsca podszedł do mnie i mocno mnie przytulił - A teraz uśmiech na usta i czas porozmawiać z Zaynem i powiedzieć mu całą prawdę - całując mnie w policzek uśmiechnął się delikatnie w moją stronę - A ja w tym czasie przeniosę Lou do jej pokoju - wychodząc z kuchni, dał mi tym samym czas na zastanowienie się nad wszystkim.
***
- Zayn - potrząsnęłam delikatnie ramieniem chłopaka, próbując dobudzić chłopaka, aby wyjąć z jego ramion śpiącego syna - Zaynie wstawaj - powiedziałam cicho, co spotkało się z delikatnym uśmiechem chłopaka - No dalej otwieraj te oczyska - dodałam z delikatnym uśmiechem, co w końcu spotkało się z jakąś reakcją u chłopaka, który bardzo powoli zaczął otwierać oczy, ukazując tym samym swoje piękne brązowe oczy.
- Izzy - wymamrotał sennie siadając na podłodze.
- Csii - uciszyłam go szybko pokazując ruchem głowy śpiącego Theo - Zaraz przyjdę i porozmawiamy - dodałam szybko, widząc jak chłopak chce poruszyć kwestię naszego syna. Nie patrząc więcej na twarz chłopaka, chwyciłam śpiącego szatyna na ręce i zaniosłam go do jego sypialni, gdzie przebrałam go w piżamę i położyłam do łóżka. Biorąc w międzyczasie głęboki wdech, zeszłam na dół, gdzie już rozbudzony Zayn siedział na jednym z foteli cierpliwie czekając na mój powrót.
- Już jestem - powiedziałam pewnym głosem, chociaż w całym moim wnętrzu panował huragan katherina.
- Musimy porozmawiać Izzy - powiedział cicho brunet, a jego zaciśnięte szczęki, podpowiadały mi, że nie był zbyt zadowolony.
- Nie wiem od czego zacząć - przyznałam szczerze siadając na drugim fotelu.
- Od początku poproszę - powiedział Zayn, pochylając się lekko do przodu.
- Miesiąc po tym jak wyjechałeś dowiedziałam się, że nasz pierwszy raz miał skutki uboczne - zaczęłam cicho, patrząc w skupieniu na swoje dłonie - Dowiedziałam się, że zostanę młodą mamą, na co nie byłam przygotowana, ale aborcji też nie chciałam ponieważ nie potrafiłabym z tym żyć. Postanowiłam urodzić to dziecko, ponieważ wiedziałam, że pomimo tego że była to wpadka, to była ona zrodzona z miłości, która rozkwitła pomiędzy dwójką młodych ludzi - uśmiechając się delikatnie, zaczęłam opowiadać dalej - Po narodzinach Theo, postanowiłam cię o tym powiadomić, chociaż już wtedy wiedziałam, że robisz się coraz bardziej sławny. Napisałam list i wysłałam na adres, który dałeś mi przed samym wyjazdem licząc, że nadal będziemy utrzymywać kontakt, gdyby nie Theo nigdy bym nie napisała, ponieważ mocno mnie zraniłeś, ale dzięki tej małej istotce zrozumiałam, że w końcu robisz to do czego byłeś stworzony.
- Nie dostałem żadnego listu - powiedział powoli chłopak - I dlaczego nie powiedziałaś mi tego jak tylko się tutaj pojawiłem?
- A co Miałam wyskoczyć jak Filip z konopi: hejka Zayn poznaj swojego syna? - zakpiłam, na co chłopak przewrócił oczami i wstając z fotela podszedł do mnie i usiadł na oparciu mojego fotela.
- Opowiedz mi coś o nim - poprosił, na co ja z chęcią kiwnęłam głową i zaczęłam mówić.

Przepraszam wyszła berbelucha, ale co się dziwić jak najpierw pisałam 4 godziny wypracowanie z wosu, które znowu zapewne okaże się nie na temat ahhh. Obiecuję że kolejny będzie lepszy. liczę na wasze szczere komentarze ;* bayooo